Serwis informacyjny - Firma
Data komunikatu:
2011-10-20

Nasze uczelnie są kompletnie oderwane od realiów

LogoNasze uczelnie są kompletnie oderwane od realiów
Szkoły i uczelnie w regionie nie znają potrzeb rynku i nie współpracują z pracodawcami - wynika z raportu Wyższej Szkoły Gospodarki. Badania porównawcze były prowadzone w siedmiu krajach Europy

Rozmowa z Agnieszką Jeran*

Anna Twardowska: To pierwszy taki międzynarodowy projekt badawczy?

Agnieszka Jeran: Rzeczywiście do tej pory nikt nie badał rynku pracy Europy Centralnej na taką skalę i w takim przekroju. Interesowały nas relacje między edukacją, gospodarką i rozwojem lokalnym. Chcieliśmy się dowiedzieć, jak Polska, a ściślej region, wypada na tle Niemiec, Włoch, Austrii, Czech, Słowenii i Ukrainy.

I jaka jest diagnoza?

- Są dwa podstawowe problemy. Brak prawdziwego dialogu między edukacją a rynkiem pracy oraz niewielka autonomia władz regionalnych w zakresie kształtowania polityki edukacyjnej. W landach niemieckich, które są bardzo samodzielne, wpływ lokalnej polityki na edukację i rynek pracy jest dużo większy. U nas województwo czy gmina nie mają takich możliwości prawnych. Mogą oczywiście wychodzić z inicjatywami skierowanymi do szkół, uczelni i pracodawców, ale przepisy kształtowane są centralnie.

Renault Clio.
Miejski samochód z niezawodnością w cenie. Wejdź i przekonaj się sam!
www.renault.pl
Dacia.
Praktyczne samochody za przystępna cenę. Sprawdź sam!
www.dacia.pl
Oszczędzisz nawet 50%*
Oszczędzisz nawet 50%* korzystając z usług DHL Express!
dhl.info.pl
Reklamy Businessclick
Władze województwa kujawsko-pomorskiego chcą budować regionalne forum innowacyjności z udziałem publicznych szkół wyższych i organizacji pracodawców.

- To są inicjatywy na zasadzie dobrowolności, natomiast potrzebne są rozwiązania systemowe. Nie chodzi o to, żeby wojewoda nakazywał uczelniom, w jakich zawodach mają kształcić, ale żeby sugerował kształcenie na takich kierunkach, które dadzą młodym ludziom pracę, a regionowi wsparcie w rozwoju. Teraz uczelnie prowadzą i otwierają kierunki, które są wybierane przez studentów, ale nie przez pracodawców.

Może to wina nie uczelni, ale studentów, że wybierają tak mało przyszłościowe studia.

- Nie można całą winą obarczać studentów. To nie oni są od kreowania rynku edukacyjnego. Dziecko kończy gimnazjum i idzie do szkoły średniej tam, gdzie jego kolega albo wybiera kierunek studiów zgodny z oczekiwaniami rodziców. Dobrze, jeśli będzie to inżynieria, gorzej, jeśli kierunek, którego absolwentami rynek już się nasycił. Każemy podejmować młodym ludziom decyzje, które zaważą w dużym stopniu na ich dalszym życiu, ale nie dajemy im wiedzy i narzędzi potrzebnych, żeby je dobrze podjęli. Brakuje instytucji, które spajałyby kształcenie z potrzebami rynku. W rezultacie szkoły uczą np. handlowców i fryzjerów, choć już ich nie potrzebujemy.

Ale skoro chętni są, to dlaczego ich nie uczyć?

- Z punktu widzenia uczelni nieracjonalne jest blokować ludziom kształcenie na kierunku, na którym chcą się uczyć. Wtedy pracę straciłaby kadra, trzeba by szukać nowego profilu, bo przecież jakoś trzeba utrzymać się na rynku. W sytuacji, gdy nie ma przymusu dostosowywania się do rynku pracy, wszystko zostaje po staremu przez kolejne lata.

W Polsce mamy od trzech lat kierunki zamawiane, głównie techniczne. Czy to nie jest odpowiedź na zapotrzebowanie gospodarki?

- Tak, ale one są obmyślane centralnie. A przecież każdy region ma swoją specyfikę, swoje zakłady pracy, które potrzebują określonych specjalistów.

Uważa pani, że młody człowiek powinien rezygnować z pasji i studiować na pożytecznym kierunku?

- Nikt tak nie twierdzi. W Niemczech np. wcześnie określane są predyspozycje zawodowe dzieci. Chodzi o to, żeby uczeń wybrał zawód zgodny ze swoimi zainteresowaniami, ale też z oczekiwaniami rynku pracy. U nas jest zbyt wielka dowolność szkodliwa dla młodych ludzi i rynku pracy. Nie można od maturzysty, którego zmuszono do zdawania matury z matematyki oczekiwać, że z radością zacznie studia na politechnice. Trzeba mu wcześniej uświadomić, że ma potencjał do matematyki i spraw technicznych, że to może być dla niego i interesujące, i pożyteczne.

Nowa ustawa nakłada na uczelnie obowiązek monitorowania losów absolwentów. Czy to coś zmieni?

- Mam wątpliwości. Pierwsze efekty tego monitoringu będą dopiero znane za trzy lata. Bo wtedy absolwenci dostaną ankiety z uczelni z pytaniem o miejsce pracy.

Będą musieli na nie odpowiedzieć?

- W tym problem, że nie. Może się zdarzyć, że informacja zwrotna do uczelni nie trafi. Dokładnie taki problem miała WSG, gdy robiliśmy pilotażowo takie badania. Zapytaliśmy 500 absolwentów o ich wchodzenie na rynek pracy. Zwróciliśmy się też do firm z pytaniem, kogo szukają do pracy.

I co?

- Przedsiębiorcy nie byli zainteresowani współpracą. Przy takiej postawie trudno będzie regulować ofertę uczelni pod faktyczne potrzeby lokalnego rynku pracy, bo przedsiębiorcy nie chcą marnować swojego czasu. Nieco lepiej współpracują z urzędami pracy, ale tam widzą konkretną przydatność tej współpracy. We Włoszech przy jednej z uczelni działa platforma informacyjna, łącząca uczelnię, jej absolwentów i firmy. Młodzi mają darmowe doradztwo zawodowe, firmy oferty kandydatów spełniających ich oczekiwania, a uczelnie - wskazówki od pracodawców na temat kształcenia. Uczelnia może oferować doszkalanie w zakresach, na które jest zapotrzebowanie, a pracodawcy mają ułatwione poszukiwanie pracowników. Zaś absolwenci za wypełnienie ankiety - ułatwiony kontakt z pracodawcami.

Postawiliście diagnozę, pora na leczenie. Jaka recepta?

- Całego rynku nie naprawimy sami. Mamy pewną ofertę dla osób poszukujących pracy. We wszystkich państwach, które brały udział w projekcie badawczym, już za kilka tygodni będzie dostępny kurs internetowy z podstaw przedsiębiorczości. Będą tutaj najważniejsze informacje dotyczące prowadzenia własnej firmy. Zdecydowaliśmy się na taki finał projektu, bo podjęcie działalności gospodarczej uznaliśmy za najbardziej indywidualne rozwiązanie, które pozwala uniknąć pułapki bezrobocia absolwentom, którzy nie znajdują zatrudnienia - chociaż właściwie to chcemy zachęcać do przedsiębiorczości jeszcze młodszych.

Agnieszka Jeran jest kierownikiem Katedry Socjologii w Wyższej Szkole Gospodarki w Bydgoszczy i ekspertem w projekcie ET-Struct

 
Serwis przygotowany przez Urząd Miasta Krakowa