Serwis informacyjny -
Gospodarka
Data komunikatu:
2009-05-21
Jest lekarstwo na kredytową suszę

Kiedy ruszą poręczenia dla firm? We wtorek rząd przyjął zasady, według których państwowy bank BGK będzie udzielał firmom gwarancji kredytowych. A dziś w Dzienniku Ustaw ma się ukazać rozporządzenie w sprawie podobnych poręczeń z kasy rządu. Ale przedsiębiorcy poczekają na pieniądze co najmniej do lata.
Państwowe poręczenia kredytów dla firm mają być lekarstwem na kredytową suszę gnębiącą gospodarkę od kilku miesięcy. W tym roku zadłużenie przedsiębiorstw w bankach prawie nie wzrosło. Część firm nie potrzebuje nowych pieniędzy, bo ogranicza inwestycje, ale sporo jest przedsiębiorstw, które kredytów z banków potrzebują jak tlenu i jeśli ich nie dostaną - będą musiały zwalniać ludzi.
A banki ograniczają kredyty dla firm, bo z jednej strony obawiają się ryzyka, że nie odzyskają pieniędzy, a z drugiej - nie grzeszą nadmiarem gotówki, którą mogłyby przeznaczyć na kredyty. Mimo intensywnej wojny o lokaty wciąż nie udaje się załatać sięgającej prawie 100 mld zł dziury między depozytami zgromadzonymi w bankach a górą udzielonych w poprzednich latach kredytów.
Cierpią na tym głównie przedsiębiorcy, bo to ich kredyty są przez bankowców wycinane w pień w pierwszej kolejności. W bankach panuje przekonanie, że bezpieczniej jest udzielić stu kredytów gotówkowych niż jednego dużego kredytu firmowego. Tym bardziej że przy gotówkowych można podyktować wyższe marże. - Jak tak dalej pójdzie, to banki nie tylko odetną firmy od kredytów inwestycyjnych, ale i obrotowych. I w gospodarce zaczną narastać zatory płatnicze - ostrzega niezależny ekonomista Ryszard Petru.
Bankowcy twierdzą, że chętniej udzielaliby kredytów, gdyby państwo wzięło na siebie choćby część ryzyka wynikającego z pożyczania pieniędzy. Temu mają służyć m.in. gwarancje. Jak mają działać? Prywatny bank udzieli kredytu, ale gwarantem jego spłaty będzie nie tylko firma, która zaciąga kredyt, ale i państwo. Jeśli przedsiębiorca nie spłaci kredytu, bo np. zbankrutuje, straty pokryje budżet państwa z naszych podatków. Chodzi o to, by banki pompowały kredyty nie tylko do firm w świetnej kondycji, ale także do tych, których w czasach kryzysu "na wszelki wypadek" odprawiłyby z kwitkiem.
O konieczności wykorzystania państwowych gwarancji jako lekarstwa na kredytową suszę przedstawiciele rządu mówią już od jesieni zeszłego roku. Ale dopiero we wtorek rząd ustalił zasady, według których gwarancji firmom będzie udzielał państwowy Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK). Do kasy BGK w maju trafią ponad 2 mld zł kapitału z dwóch likwidowanych funduszy rządowych. Bank będzie w stanie poręczyć kredyty za 20 mld zł.
Jednocześnie rząd przygotował nowe rozporządzenie, które ma ułatwić udzielanie gwarancji kredytowych bezpośrednio przez skarb państwa. Z informacji, które uzyskaliśmy w resorcie finansów, wynika, że rozporządzenie ma się ukazać w Dzienniku Ustaw lada dzień, być może już dzisiaj. Magdalena Kobos z Ministerstwa Finansów tłumaczy, że dzięki nowelizacji wzmocniona będzie rola BGK jako pośrednika w udzielaniu poręczeń i gwarancji w imieniu skarbu państwa.
Chodzi o duże gwarancje, powyżej 10 mln euro. Dzięki temu, że w operacji będzie pośredniczył BGK, poręczenia mają być bardziej dostępne. Ewa Balicka, rzeczniczka Banku Gospodarstwa Krajowego, podkreśla, że dla małych i średnich firm - najbardziej potrzebujących kapitału na przetrwanie - będzie przeznaczona pula poręczeń udzielanych przez BGK na własny rachunek. Kiedy firmy będą mogły skorzystać z tej pomocy?
Okazuje się, że nieprędko. - Pierwszym krokiem będzie podpisanie umowy ramowej pomiędzy BGK a Ministerstwem Finansów. Potem będziemy podpisywać umowy z poszczególnymi bankami - mówi Balicka. I tłumaczy, że BGK będzie udostępniał bankom pulę gwarancji, którą potem one rozdzielą między poszczególne firmy w ramach udzielanych klientom kredytów.
Potwierdza to Norbert Jeziolowicz ze Związku Banków Polskich. - Umowy BGK z bankami komercyjnymi dotyczące puli gwarancji do wykorzystania muszą być bardzo szczegółowe. Dlatego nie da się ich sporządzić, podpisać i wdrożyć w życie np. w ciągu dwóch tygodni. Wątpię, by gwarancje mogły ruszyć przed latem - mówi Jeziolowicz.
Bankowcy podkreślają, że atrakcyjność gwarancji zależy od poziomu opłat, których za ich wystawienie będą żądały od przedsiębiorców BGK oraz skarb państwa. Jeśli gwarancje będą drogie, firmy nie będą chciały z nich korzystać. Pokusa do ustawienia opłat na wysokim poziomie jest duża, bo budżet państwa nie jest z gumy, a wiadomo, że część państwowych gwarancji nie pozostanie tylko na papierze - banki zgłoszą się po pieniądze.
Krzysztof Rybiński, partner w firmie doradczej Ernst & Young, podkreśla, że nie da się uniknąć "stracenia" części gwarancji, bo na pewno niektóre firmy nie będą w stanie spłacać zaciągniętych kredytów. Szacuje, że będzie to blisko 1 mld zł. - Ale gwarancje to jedyny sposób, żeby banki przestały uciekać przed ryzykiem i zaczęły udzielać kredytów - mówi Rybiński.